fbpx

Arabscy projektanci podbijają świat

Iwona Sobczak | 4 listopada 2018

W latach 70. Bejrut okrzyknięto „Paryżem Bliskiego Wschodu”. Choć od tego czasu upłynęło wiele lat, powiew orientu wciąż inspiruje świat mody. Zmysłowość, tajemniczość i piękno składają się na niezwykłą moc, z jaką arabscy projektanci wydobywają kobiecość. Bo moda jest tu kobietą.

Spacerując ulicami Bejrutu, nie sposób nie zauważyć tego, w jak współczesne Libanki traktują modę. Rzadko kiedy spotyka się tu kobiety w hidżabach, a nawet jeśli, to stanowi on modny dodatek, dopasowany do reszty stroju. Kobiety nie wstydzą się tu swojej kobiecości i mocną ją eksponują. Kochają marki, kolory, a ich masywna i połyskująca biżuteria przyciąga światło i uwagę. I o to tu chodzi. W odróżnieniu od minimalistycznego Paryża, w Bejrucie modę ogląda się przez szkło powiększające. Styl i chęć podobania się są tu tak powszechne, jak nadmorski wiatr, który rozwiewa długie i czarne włosy Libanek. 

To właśnie stąd swoją inspirację czerpie Elie Saab, najsłynniejszy współczesny arabski projektant. Kobieta w jego wydaniu jest tajemnicza, eteryczna, ma podkreślone kształty i talię osy niczym Marylin Monroe. Wyrafinowane jedwabie, szyfon i koronki trafiają najczęściej do projektów Saaba. Nie boi się on także koloru, tworząc bajkowe kreacje zarówno w ostrych i temperamentnych barwach, jak i w tych delikatnych i pastelowych.

To właśnie kobiecość odgrywa tu główną rolę, strój jest tylko dopełnieniem jej piękna. Saab ma wizję i daje kobietom to, czego potrzebują, odpowiednio to ozdabiając. Jego styl jest połączeniem ponadczasowej elegancji, przepychu, kobiecych akcentów oraz wprawnego cięcia, które charakteryzuje projektanta.

Saab jest wielbicielem szlachetnych materiałów najwyższej jakości. Jest też samoukiem. Jego dzieciństwo upłynęło na wycinaniu wzorów z gazet oraz buszowaniu w szafie matki w poszukiwaniu materiałów, które nadałby się na suknię. Bywało, że widząc inspirację, ściągnął ze stołu obrus lub firanę z okna i dopasowywał je do modelki, za którą służyła mu siostra. Jego pierwszym gotowym dziełem była suknia w paski, którą uszył właśnie dla niej. Poczuł wtedy, jak ubranie potrafi wyzwolić piękno w kobiecie i już wiedział, jakie jest jego przeznaczenie. O sobie często mówi, że urodził się z pasją do tworzenia piękna, a jego inspiracją były kobiety, które to piękno w sobie nosiły. Nauczył się więc je z nich wydobywać.

Jego ojciec, który był kupcem, chciał, żeby Elie miał godny zawód i był lekarzem lub prawnikiem. Szybko jednak zrozumiał, że Saab pójdzie inną drogą. Projektant wyjechał na studia z Bejrutu do Paryża w 1981 roku. Tam zrozumiał jednak, że nauka mody niewiele mu przyniesie, bo miał już swoją wizję. Do Libanu wrócił rok później i mając zaledwie 18 lat, otworzył swój pierwszy butik. Kobiecość w dalszym ciągu była jego tematem przewodnim, bo wiedział jak sprawić, by kobieta była w centrum uwagi i czuła się piękna. Początkowo projektował suknie ślubne, gdyż w Libanie jest to jeden z najprężniej działających przemysłów modowych. Szył suknie, stosując bogate tkaniny, koronki, misterne hafty, które ozdabiał perłami, kryształami i jedwabnymi nićmi. Jego reputacja szybko rosła, a jego nazwisko zaczęto kojarzyć z unikalną fuzją nowoczesności i kultury arabskiej.

Wyrafinowane kreacje zwróciły też uwagę wielkiego świata mody. W 1997 roku, zaproszono go jako pierwszego niewłoskiego projektanta, aby dołączył do ekskluzywnego grona włoskiej izby handlowej Camera Nazionale della Moda. Swoje projekty pokazał wówczas po raz pierwszy Rzymie, rok później w Mediolanie oraz w Monako, gdzie szykowny styl orientu zwrócił uwagę księżniczki Stefanii Grimaldi z Monako. W 1999 roku nastąpił przełom. Jego kreację włożyła arabska ikona mody Królowa Jordanii Rania al-Abd Allah w dniu swojej koronacji, wtedy wszystkie oczy zwróciły się w kierunku Saaba. Międzynarodowy rozgłos przyszedł w 2002 roku, kiedy Halle Berry odbierała Oskara za najlepszą rolę pierwszoplanową w filmie “Czekając na wyrok”, ubrana w bordową, szyfonową suknię jego projektu. Projektant przyznał, że dla niego i jego marki był to moment równie szczególny jak dla Berry. Drzwi do wielkiego świata Hollywood i czerwonego dywanu zostały oficjalnie otwarte.

Obecnie Elie Saab posiada butiki m.in w Bejrucie, Dubaju, Doha, Paryżu, Londynie, Genewie, Hongkongu, Moskwie, Nowym Jorku i Meksyku. Na liście klientów Saaba są wyłącznie najsłynniejsze nazwiska. Jego stałymi klientkami są: Angelina Jolie, Mila Kunis, Céline Dion, Tylor Swift czy Catherine Zeta-Jones, ale nie tylko. Jego suknie chętnie noszą też księżniczki m.in szwedzka księżniczka Victoria. Koszt sukni od projektanta waha się od 35 tysięcy do nawet 2 milionów dolarów.

W 2011 roku Elie Saab stworzył swój pierwszy zapach „Le Parfum”, którego twarzą była Anja Rubik. Polska modelka również chętnie nosi kreacje projektanta. Pojawiła się w sukni od Saaba między innymi na gali 20. lecia marki Apart, gdzie jej strój wyraźnie kontrastował z kreacjami pozostałych kobiet.

Zuhair Murad inspirację czerpie z przyrody

Choć Saab jest niekwestionowanym królem orientu, wśród projektantów ma poważnego rywala na czerwonym dywanie. Po przetartych przez Saaba szlakach podąża inny libański projektant Zuhair Murad, który dobrze wie jak sprawić, by kobiety lśniły. Gwiazdy takie jak Beyoncé, Jennifer Lopez, Shakira, Eva Longoria, Marion Cotillard czy Ivanka Trump kochają jego projekty, a on sprawia, że regularnie goszczą one na listach najlepiej ubranych kobiet. Koszt jego sukni zaczyna się tu od 20 tysięcy dolarów.

Ekstrawagancja Murada inspirowana jest fuzją starożytności i kosmopolityzmu, jaką projektant odnajduje w rodzinnym Bejrucie. Posągową piękność, którą przenosi na projekty, utożsamia z kolumnami greckimi. Projektuje z wręcz geodezyjną dokładnością, dając się jednocześnie ponieść fantazji, którą zgrabnie przeplata ze sztuką islamu. Bejrut jego oczami jest miastem, w którym przeszłość, długa historia konfliktu zbrojnego oraz teraźniejszość stykają się w jednym punkcie. Jest tu wszystko, czego projektant potrzebuje.

Murad urodził się w Bejrucie w 1971 roku i wkrótce po ukończeniu liceum wyjechał do Paryża na studia, które w odróżnieniu od Saaba ukończył. W 1999 roku zadebiutował ze swoją kolekcją na rzymskich wybiegach, gdzie jego kolekcja spotkała się z uznaniem. To napędziło jego karierę. Ostatecznie na scenę światową wkroczył 2001 roku, prezentując swoją wizję kobiecości podczas Paris Haute Couture Fashion Week.

Choć u niego również kobiecość jest podstawą, w swoich projektach ilustruje wpływ nie tylko symboliki religijności wschodu, ale także wszystkiego, co odnajduje w przyrodzie. Projektant zwłaszcza upodobał sobie kolor niebieski, jako kolor dany od Boga. To barwa nieba, morza i przyszłości, które symbolizują nieskończoność. To właśnie przenosi do swoich projektów, wkomponowując w to orientalne stare złoto, kolor kości słoniowej czy kamienie z żyrandola, który pamięta czasy ery Imperium Osmańskiego. Czasem za inspirację wystarcza mu zwykły spacer. Idąc ulicami, obserwuje palmy i momentalnie widzi plisy w sukni, nad którą zaraz po powrocie zechce pracować. Przez jego projekty przemawia naturalne kobiece piękno, zresztą jak przez wiele elementów świata arabskiego.

Reem Acra tłumaczy arabski język miłości na język mody

Sam język arabski jest tego dowodem, bo chyba nie ma drugiego tak barwnego języka, w którym da się znaleźć tak liczne określenia na piękno i miłość. Tu zmysłowość odmienia się przez wiele przypadków. To właśnie językiem miłości biegle włada Reem Acra, libańska projektantka, która jako pierwsza kobieta przeniknęła ze świata arabskiego aż do Nowego Jorku. Miłość to temat jej kreacji, bowiem Acra najbardziej znana jest z projektów sukni ślubnych.

Podobnie jak Elie Saab, Acra szycia nauczyła się sama. Miłość do mody poczuła już jako mała dziewczynka na suku w Bejrucie, gdzie chodziła z mamą na zakupy. To właśnie jej zawdzięcza swoje wprawne oko. Matka uczyła już 5-letną Reemę jak wybierać materiały i jak podejmować własne decyzje. Do wielkiego świata mody projektantka trafiła jednak przypadkiem. Podobnie jak Saab i Murad, wyjechała na studia do Paryża. Tam zaprojektowała i uszyła suknię ślubną przyjaciółce. Projekt spotkał się z tak dużym uznaniem, że Acra dla zabawy wysłała zdjęcie sukni do kilku magazynów. Ku jej wielkiemu zaskoczeniu, zdjęcie opublikował The New York Times. Nie miała pieniędzy ani kontaktów. Miała za to kartę kredytową. Wyczerpując jej limit, kupiła za blisko 20 tysięcy dolarów materiał, z którego uszyła kilka sukienek. Swoje projekty pokazała w Saks Fifth Avenue oraz Kleinfeldowi, znanemu dziś salonowi sukien ślubnych. Otrzymała zamówienie na 30 sukien. Szczęście jednak jej sprzyjało. Z wyczerpanym limitem kredytowym i bez wiedzy produkcyjnej została polecona Maxowi Kane’owi, który wówczas miał 89 lat i szył suknie ślubne. Kane w nią uwierzył i wziął ją pod swoje skrzydła, stając się jej biznesowym aniołem stróżem. 

Dzisiaj Acra spełnia marzenia i reżyseruje sny kobiet o najpiękniejszym dniu w ich życiu. Wszystkie jej kreacje cechuje romantyzm, estetyka i podobny przepych jak u Saaba i Murada, chociaż ona lubi dodać od siebie zawsze coś jeszcze, coś, co sprawi, że panna młoda będzie wyglądać seksownie i pięknie, i zarazem będzie pewna siebie, kiedy znajdzie się w centrum uwagi. Projektantka daje kobietom poczucie bardzo luksusowego stylu, który łączy elegancję z nowoczesnością. To dlatego jej projekty cieszą się tak wielką popularnością wśród gwiazd i nie tylko. Za suknię jej projektu należy zapłacić od 5 -15 tysięcy dolarów. Jednak na sukniach ślubnych nie poprzestaje. Jak przyznaje, aby osiągnąć sukces, musiała się skupić na jednym kierunku na początku swojej drogi, jednak to suknie wieczorowe i pret-a-porter były zawsze jej marzeniem. Bo w końcu, to właśnie czerwony dywan jest najlepszym wybiegiem dla każdego projektanta. 

Niewątpliwie odniosła sukces. Ma swój butik na Manhattanie, a jej klientkami są m.in  Angelina Jolie, Halle Berry, Catherine Zeta-Jones oraz rodziny królewskie z całego świata. W 2012 roku Madonna założyła jej kreację na rozdanie Złotych Globów. Trudno o lepszą reklamę. Zresztą Acra przyznaje, że uwielbia ubierać piosenkarkę. Ona i Angelina Jolie są dla niej wyznacznikiem trendów i ikonami stylu i możliwość ubierania ich, traktuje jako zaszczyt.

Wszystkich projektantów łączy wspólny mianownik. Kochają piękno, kobiety i kulturę, z której się wywodzą. W ich projektach widać sentyment do orientu, mocne kolory, nadmorski wiatr i zmysłowość w każdym połyskującym elemencie. Ich klientki czują się wyjątkowo niczym księżniczki. I właśnie to jest im najczęściej wytykane przez krytyków. Zarzuca się im sztampowość i brak wyraźnego rozwoju kolekcji. Ten argument jednak traci znaczenie, gdy tylko spojrzy się na długą listę ich klientek, która waha się od królewskich postaci po śmietankę Hollywood. W końcu piękno kobiet jest nieskończone, a oni potrafią mówić jego językiem. Ich klientki, są tego najlepszym potwierdzeniem.

Artykuł został opublikowany w magazynie „Forbes Life” nr 10/2016

Zobacz także: