fbpx

10 wybitnych czołówek serialowych, które warto znać

Iwona Sobczak | 9 listopada 2018

Ku mojej wielkiej uciesze, żyjemy w czasach, w których seriale nierzadko są lepsze od filmów w kinie. To nie tylko moje zdanie. Na srebrnym ekranie coraz częściej oglądamy śmietankę Hollywood, która jeszcze do niedawna nie przekraczała niewidzialnej granicy między filmem a serialem. Serial był czymś, od czego się zaczynało, ale na dużym ekranie gościły jedynie nieliczne gwiazdy z telewizji.

Wystarczy spojrzeć chociażby na przykład Jennifer Aniston, królowej komedii romantycznych. Tylko jej, spośród aktorów sitcomu „Przyjaciele” udało się zrobić „filmową” karierę. Ale to było dekadę lub dwie temu. Dziś nie dość, że w produkcjach serialowych grają pierwszoligowi aktorzy, do reżyserii odcinków, a nawet całych serii zatrudnia się uznanych reżyserów, takich jak braci Joela i Ethana Coenów (nowy serial dla Netfliksa ma mieć premierę w 2018 r.), Martina Scorsese („Vinyl”), czy Ridley’a Scotta („Żona idealna”).Produkcje mają porównywalne lub nawet większe (!) budżety, co widać na ekranie. Nic tylko oglądać, a podkrążone oczy następnego dnia tłumaczyć po prostu – binge watchingiem, czyli kompulsywnym oglądaniem seriali, po kilka odcinków podczas jednego wieczoru. Cóż i ja przyznaję – jestem winna. Jako przyszła scenarzystka powiem uczciwie – seriale są moim nałogiem. Oglądam je bardzo dokładnie, nawet po kilka razy.

Oprócz scenariusza doceniam jednakże czołówkę, która w moim odczuciu sama w sobie jest mini produkcją, często na niesamowicie wysokim poziomie. Dowiadujemy się z niej, o co chodzi w serialu, ale także poznajemy tło akcji, bohaterów i rodzaj produkcji.

Przedstawiam moje ulubione czołówki seriali i chętnie dowiem się od was, czego zabrakło na mojej liście!

DYNASTIA

Genialny serial producenta Aarona Spellinga z 1981 roku otwierają ujęcia z lotu ptaka. Siedząc w szarych blokowiskach, patrzyliśmy na bogactwo, którego nie mieliśmy, wielkie fryzury Krystle Carrington i coraz to nowszych zaginionych kuzynów. Dynastia została nakręcona w Warner Hollywood Studios w West Hollywood w Kalifornii, a wielka posiadłość z czołówki to dom Filoli w Woodside w Kalifornii, która miał aż 48 pokoi. Czołówka „Dynastii” pokazywała nam świat, którego nie znaliśmy. Wielki amerykański sen i ekspandowane, niczym popularny ryż w torebkach, problemy bogatych.

Do dziś pamiętam polskiego lektora przedstawiającego Johna Forsythe’a jako Blake’a Carringtona, a potem wymieniającego każdego aktora z osobna. Choć po latach pamiętam jedynie wyrywkowe sceny, jak np. słynną walkę Krystle i Alexis w stawie, czy fakt, że Jeff pracował na bliżej nieokreślonej platformie. Czołówkę wspominam jednak doskonale i myślę, że nie ma nikogo, kto nie kojarzyłby charakterystycznego utworu kompozycji Billa Conti’ego.

CUDOWNE LATA

Kultowy serial, który nigdy się nie starzeje. „Cudowne Lata” ukazują życie typowej amerykańskiej rodziny w latach 1968–1973 z punktu widzenia dorastającego Kevina Arnolda. Już sama piosenka w wykonaniu Joe Cockera, sprawia, że miękną serca. Mimo że losy rodziny Arnoldów dalekie są od polskich realiów, serial cieszył się u nas niesamowitą popularnością. Nie znam nikogo, kto by go nie oglądał. Warto zwrócić jednak uwagę już na samą czołówkę. Możemy nic nie wiedzieć o głównych bohaterach, ale widzimy, że są oni typową rodziną z lat 60., mieszkającą na amerykańskim przedmieściu średnio zamożnych ludzi. Nie ma tu wielkich posiadłości, są jednak jednopiętrowe domki z zaparkowanym na podjeździe Buickiem. W niektórych wersjach czołówki pokazana jest również wojna w Wietnamie, co jest ważnym tematem amerykańskiej społeczności tamtych czasów. Wprawne oko dostrzeże także, że czołówkowy film kręcony jest kamerą 8mm, co podkreśla, że Arnoldom raczej starcza do pierwszego. Jest tu znacznie więcej niunsów i gdyby wymienić je wszystkie, można by spokojnie opowiedzieć jeden odcinek „Cudownych lat”, który – co ciekawe – trwał zawsze 23 min. 20 sek.

THE SIMPSONS

Czołówka „Simpsonów” to zawsze był mój ulubiony fragment kreskówki. Twórca serii Matt Groening opracował tak długą sekwencję otwierającą pierwszy sezon „The Simpsons”, w celu zmniejszenia animacji niezbędnej dla każdego odcinka, ale jako rekompensatę za powtarzający się materiał każdego tygodnia stworzył dwa zmienne gagi, przypadające na każdy odcinek. Są to: słynny motyw z Bartem piszącym kredą na tablicy oraz  gag z zasiadaniem na kanapie całej rodziny, która spotyka się, aby obejrzeć telewizję. Charakterystyczna dla czołówki jest też sekwencja muzyczna skomponowana przez Danny’ego Elfmana w 1989 roku. Kompozycja utworu zajęła mu dwa dni, lecz wkrótce została uznana za najpopularniejszą melodię w jego karierze.

THE SOPRANOS

Nowojorska panorama miasta, rzut oka na bliźniacze World Trade Center w lusterku samochodu, budka poboru opłat między Nowym Jorkiem a New Jersey, cygaro zwisające z ust Jamesa Gandolfiniego, Statua Wolności, dym kłębiący się na szarym niebie, pociągi, mosty, ciężarówki, bagna, a na samym końcu ikoniczny biały ceglany dom na przedmieściach. Czołówka „Rodziny Soprano” to klasyk. Piosenka ze słowami „Woke up this morning. Got yourself a gun…” niesamowicie wprowadza w klimat mafijnych porachunków serialowego następcy Ojca Chrzestnego. „Rodzina Soprano” do dziś uznawana jest za jeden z najlepszych seriali HBO.

MAD MEN

Serial twórcy „Rodziny Soprano”, Matthew Weinera niezmiennie od lat jest moim faworytem. Dramat obyczajowy osadzony w latach 60. w mojej opinii jest najlepszym serialem, jaki dotychczas wymyślono. Weiner tak bardzo dbał o szczegóły, że osobiście zatrudniał nawet statystów, a także sprawdzał, jaka była np. pogoda danego dnia. Choć czołówka serialu „Mad Men” z początku może nie mówić wiele, z pewnością dostrzeżemy słynny upadek głównego bohatera Dona Drapera i tło składające się, jak domek z kart. Historia ukazuje enigmatyczną postać Drapera, człowieka niezwykle skonfliktowanego z samym sobą, który spada w dół. Zresztą akcje i wybory bohatera przez siedem sezonów doprowadzają go do mentalnego zrównania z ziemią i całkowitego zanurzania się w morzu alkoholu i w dymie z papierosów. Wszystko to w blasku reklam promujących szczęście. Genialny jest również niespełna 40-sekundowy fragment utrowru „A Beautiful Mind” autorstwa RJD2, który jest kompozycją współczesną, mimo że doskonale nawiązuje do klimatu serialu. 

Czołówka przez wielu uznana jest za przykład doskonale skontruowanego intro. Dlaczego? Odpowiedź znajdziecie tutaj. Jakby powiedział to Don: „jeśli nie podoba ci się to co mówią, zmień temat rozmowy”.

HOUSE OF CARDS

Niby czołówka jak każda inna, ale sugeruję obejrzeć ją dwa razy (przynajmniej). Raz klasycznie, a raz z zamkniętymi oczami. Usłyszymy wówczas niesamowitą muzykę orkiestry symfonicznej – chór, skrzypce i wiele innych instrumentów, które pokazują, jak niesamowicie pracochłonne musiało być stworzenie intro. Utwór z czołówki (tu zobaczycie go w wykonaniu Sinfonietta Cracovia) nominowany był zresztą do nagrody Emmy i jest rezultatem pracy kompozytora Jeffa Beala z producentem wykonawczym Davidem Fincherem (który również współtworzył „Rodzinę Soprano”). Beal podkreśla, że złowieszczy ton zawdzięczamy wibrującej linii basowej i wyraźnemu udziałowi wiolonczeli.

To, na co warto zwrócić tu uwagę, to fakt, że w czołówce nie pojawia się żaden człowiek. W rzeczywistości Waszyngton tętni życiem. Tu jednak miasto pokazane jest jako zimne, puste, bezduszne i całkowicie pozbawione…. ludzkiej twarzy, zupełnie jak bohaterowie serialu. Widzimy pozornie zwykłe życie – jeżdżące samochody, autobusy, pociągi w ponurej aurze miasta. Od świtu do nocy. Pokazane są miejsca, w których spokojnie można porzucić czyjeś ciało, jak również spotkać się, by omówić szemrane interesy. Doskonałe tło „House of Cards” trwa 1’40”, co nie zdarza się już często we współczesnych serialach. Ja jednak nigdy tej czołówki nie pomijam.

NARCOS

Czołówka to oda do chaosu lat 80. XX wieku w Kolumbii, w okresie, gdy wyniszczająca wojna narkotykowa, terror, zabójstwa polityczne i oczywiście Pablo Escobar, opanowały naród. Aby wprowadzić widzów w senny stan przed pełnymi przemocy odcinkami, reżyser José Padilha wybrał do czołówki romantyczną balladę „Tuyo”, którą napisał Rodrigo Amarante, brazylijski wokalista. Piosenka, pozornie miła dla ucha, między nutami (i obrazami) pokazuje tragizm pod przykrywką „normalnego życia”.

Napisy otwierające sekwencje, które pojawiają się na ekranie na początku, tworzą równie wyrazisty kontrast. W jednym z ujęć widzimy zamaskowanego agenta wojskowego, stojącego za stołem z narkotykami. Kolejne ujęcie pokazuje kolumbijską miss, kokieteryjnie pozującą i uśmiechniętą nad przepięknym, słonecznym, nadmorskim krajobrazem. Te sprytne kolokacje reprezentują dziedzictwo Escobara i konflikt tematyczny, który jest motorem napędowym dwóch pierwszych sezonów serialu „Narcos” produkcji Netfliksa.

AMERICAN HORROR STORY

Czołówka „American Horror Story” nigdy nie rozczarowuje. Jest to obsypane nagrodami dzieło Kyle Coopera i Prologue Studio. Obraz łączy technikę stop-motion z CGI (obrazami generowanymi komputerowo) w celu stworzenia mrożących krew w żyłach obrazów, co sprawia (a szczególnie XIX-wieczne fotografie dzieci w sepii) klimat horroru. Utwór czołówki „AHS” z pierwszych pięciu sezonów został stworzony przez Césara Dávilę-Irizarry’ego w 1998 roku. Kompozycja nigdy nie miała stać się horrorem. Według kompozytora, miała nawet nie być przerażająca. To była jego zabawa z dźwiękiem. Po prostu. No cóż. Nie udało mu się to, bo czołówka trzyma w napięciu. Uwadze nie powinna ujść także rewelacyjna czcionka – „Rennie Mackintosh”, od nazwiska szkockiego artysty secesyjnego Charlesa Rennie Mackintosha.

SZEŚĆ STÓP POD ZIEMIĄ

Czołówka serialu „Sześć stóp pod ziemią” jest tak genialna, że nie wiem od czego zacząć. Początek ukazuje drzewo (symbolizujące życie) i kruka (symbolizującego śmierć). Następnie widzimy zerwane więzy rodzinne, ręce skąpane w formalnie, stół z nogami denata i inteligentnie wkomponowane nazwiska twórców serialu. Tytułowy materiał filmowy, stworzony przez Digital Kitchen, płynnie łączy się z ambientową melodią, wykorzystując ujęcia ciał i trumien oraz symboli przemijania i śmierci, takich jak przekwitające kwiaty, a także drzewo, które zrzuca liście wraz z upływem pór roku, na zimie kończąc. Czołówka jest dziełem Danny’ego Younta, który zdobył za nią nagrodę Emmy. Choć Yount nie wystąpił w serialu, to jego sylwetkę widzimy w szpitalnym holu intro. Wesoła melodia i brunatno niebieskie zdjęcia sugerują, że mamy do czynienia z komedio-dramatem.

GLOW

Czołówka serialu Netfliksa „Glow” od razu przypomina charakterystyczne neony rodem z filmu „Koktajl” z Tomem Cruisem z 1988 r. Jest to idealna podróż w czasie do lat 80. Animowana czołówka zabiera nas w podróż do czasów, w których panowały duże natapirowane fryzury, spandex i neonowe kolory, a także ubrania świecące się od poliestru. Choć 50-sekundowa czołówka to hołd kiczowatym latom 80., jest ona również wyrafinowanym telewizyjnym dziełem sztuki.  Czyli tym, czym jest ten niepozornie wyglądający serial.